Lato jest już dojrzałe jak renkloda. A ja je spędzam na tyłach domu, rzeźbiąc
armanimena, czyli ślicznego, w założeniu, pana do którego modelem był , chcąc nie chcąc, jakiś facet
wyguglany w necie, reklamujący perfumy.
Armanimen miał wyglądać jak mężczyzna śpiący po dobrym seksie, a nie wiem, czy nie wygląda jak mężczyzna który zszedł ze świata tego. To odwieczny problem rzeźbiarzy,
hehehe.
Tak już mam , że lubię mieć w domu czysto. A mieszkając z dwoma facetami, dwoma psami i trzema kotami czysto mam tylko wtedy, jak ich nie ma
w domu. Ostatnio poodkurzałam pięknie, pomyłam podłogi. Przyszedł Roch, zrobił zwis na swoim drążku do ćwiczeń. Z obu kieszonek u spodni z cichym sykiem wysypało się po garści piasku.
Pomyłam także okna. Były jak oczy dziecka, przejrzyste i lśniące. I nadeszła burza,
tropical storm, jak nazwał to zjawisko wujek
Gugel. Okna oblepiły liście, piach, błoto. Po raz pierwszy w życiu tarłam je potem szorstką
gąbką, bo inaczej nie dało rady. To był problem, że tak powiem,
zewnętrzny. Wewnątrz
co dzień, nie wiadomo skąd
pojawiają się odbite na szybach i lustrach małe łapki, fragmenty czoła, nosa, usteczek w koszmarnym grymasie.
Ponieważ wczoraj byłam na spotkaniu wcześniaczych mam i wróciłam koło drugiej w nocy, po spożyciu słusznej ilości dżinu z tonikiem, dziś jestem
powolniejsza jakaś, zamyślona, ze
skłonnością do medytacji...
No więc kąpiel w letniej wodzie,
odświerzenie...
Roch
się uparł, żeby
wleźć do MOJEJ wanny. No dobra. Wychyliłam
się , wsadziłam do tej MOJEJ wody to złotoskóre dziecko. W gruncie rzeczy zadowolona z towarzystwa. A ono , to moje śliczne dziecko zrobiło siku, robiło długo i z takąż sama przyjemnością, z jaka ja wcześniej na nie patrzyłam. Co robić w takim momencie? I czy wszystkie dzieci tak
kochają sikać do wanny ?
Przed chwila przyjechał bluszcz, kartony ze sztucznym bluszczem. Będę obkładała tym bluszczem sześciany i kule, potrzebne do scenografii na imprezę
TVNu.
Matkarzeźbiarka, jak sama nazwa wskazuje , to nie tylko rzeźbiarka, ale przede wszystkim matka i żadnej pracy się nie boi :) Matkarzeźbiarka kupuje sobie wolność, zarabiając na przedszkole, bardzo drogie bo prywatne, bo synek Roszek , dziecię z problemami neurologicznymi , ruchowymi, nie powinno przebywać w dużej grupie. Teraz powoli dojrzewam do przeniesienia go do zwykłego, choć jeśli zarabiam na tamto, takie fajne...
A wracając do TVN,
może uda mi się
wkręcić na tą imprezę, zawsze jest świetne jedzenie i dobre drinki, oczywiście za darmo, no i tłumy gwiazd i satelitów. Siadam sobie
gdzieś z boczku, z talerzem suma w śmietanie czy innej egzotycznej potrawy i
zimniutkim drineczkem, typu absolut z wanilia i miętą, i
się gapię, gapię, gapię...
No, barokowo jest wtedy, bogato, w naszym biednym kraju. A dziś u nas makaron z serem.
Tyż dobre:)
Dopisane.
A oto zdjęcia armnimena , w glinie jeszcze.
