czwartek, 8 sierpnia 2013

Lato, Beskid Niski


Nie chce mi się pisać o prawnikach, oszustach, kłopotach. Wybaczcie.
Dziś, w czwartek zrobiłam sobie niedzielę, upał mnie załatwił. I to nic, że jutro poniedziałek, a  w niedzielę środa, trudno. Pracy mamy tyle, że nie możemy sobie pozwolić na dwie niedziele w tygodniu. Wygraliśmy przetarg na 9 rzeźb morświnów i jednego delfina dla Muzeum na Helu. Duże, prestiżowe zamówienie i zabójczy termin. Ale na razie dajemy radę, choć nie mamy lata tego roku. Zrobimy sobie wakacje jesienią.
Balena pełna jest morświnów na różnym etapie wykończenia.



W międzyczasie udało mi się siedzieć w czołgu T-55A. Po 30 latach, od czasu pierwszego obejrzenia "Czterech pancernych i psa" spełniło się moje dziecięce marzenie.  To co prawda nie ten model, nie Rudy, ale i tak wrażenie spore. Imponujący pojazd.


 

Ponieważ Roch, czyli Lolo nie pomaga w intensywnej pracy został odesłany na wakacje do Dziadków do Rzeszowa. Szczęśliwy jak norka, z mnóstwem kumpli z blokowego podwórka nie ma czasu z nami gadać. Poproszony przeze mnie do telefonu mówi mojemu Tacie "Nie, dziękuje bardzo " i leci.
Zanim wyjechał raz chciał się trochę nad sobą poużalać, popieścić i udawał, że boli go brzuch. Nie dałam się nabrać, zajęta czymś w domu to domalował sobie ospę.


Obsesyjnie fotografował sobie oko,  chcąc uzyskać efekt "Mamo, takie oko jak ma Jezus cierpiący na krzyżu, co?"


Moja Mama na 3 dni musiała wyjechać, więc pojechałam do Rzeszowa i udało się pobyć z Rochem 5 dni w Beskidzie. Ponieważ mieszkałam w ośrodku wczasowym, gdzie mieliśmy 3 posiłki i nic nas nie obchodziło nie musieliśmy nic. Polecam. Zrezygnowałam z Łokcia, mieszkanie tam z Lolem bez samochodu albo choćby  roweru to byłaby jednak mordęga. Roch co dzień miał hipoterapię, karmił mlekiem z butelki małą sarenkę i z zachwytem obserwował 100 ministrantów, mieszkających razem z nami w jednym budynku . Dużo rozmawialiśmy. Dowiedziałam się, że Roch się nie ożeni, bo wstydzi się kobiet i postanowił być samotny jak Fryderyk Szopen. Oraz takie inne pogaduchy :


-Mama, wiesz kim ja jestem?
 
-Tak?
-Demolką smutku.
-Kim?!
-Demolką smutku. Demoluję ludziom smutek, jak ich rozśmieszam.

-Mama, a co to są w gruncie rzeczy?

-Mama, radość jest prosta, prawda?



Tęsknię, synek. 


Wcześniej pojechałam do Krempnej sama , zaledwie na 3 dni, ale zobaczcie, co w ciągu trzech dni może się tam wydarzyć.

Tuż po wyjściu z autobusu, wrzuceniu  plecaka do przyczepy można, jeszcze w miejskim rynsztunku, z makijażem i w eleganckiej bluzce


 


  iść na ulubioną ambonę  

 




i siedząc cicho czekać na sarny. Przyszły, ale było już za ciemno dla mojego nędznego aparatu..
Na drugi dzień można jednym z najpiękniejszych chodników w Polsce wystartować 


i iść, żeby sprawdzić, co jest za zakrętem, pierwszym, potem kolejnym i kolejnym.


W końcu siedząc na kamieniach pośrodku niczego można natknąć się na takiego malutkiego potwora

 

który okazuje się suchy i pusty jak wydmuszka. Jest  opakowaniem po larwie ważki, a przeobrażanie, czyli wylinka  wygląda tak .
Potem wieczorem można dojść na miejsce, gdzie się umówiło na mycie koni , konkretnie szamponem Bambino. Koń pachnący szamponem Bambino jest bardzo rzadkim zjawiskiem.


A na następny dzień można, idąc sobie na Żydowskie zostać zabranym zupełnie przypadkiem przez życzliwego pana tubylca na stopa do Ciechani. I to nie byle czym, bo wielkim , nowoczesnym quadem. Pan co prawda nie był zbyt trzeźwy, czego domyśliłam się, jak już jechałam, ale bardzo ostrożny. Domyśliłam się tylko po zapachu...
I wjechałam do Ciechani bez koniecznej przepustki (Ciechania* jest ścisłym rezerwatem i żeby na Ciechanię wejść trzeba mieć pozwolenie z Parku Narodowego). Pan coś wiózł kolegom koszącym łąki ciechańskie i po prostu miałam szczęście. 

 



Trzy dni. Takich Wam życzę.  
I serdecznie pozdrawiam. 


PS. I schudłam 10 kg. I jeżdżę konno. Tadam. 

*Poprawione z "Ciechań", dzięki Radek.







11 komentarzy:

  1. Lolo wymiata. Też bym za nim tęskniła :)
    Pozdrawiam serdecznie! M.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ano, ciężko jest. Co prawda wczoraj go złapałam telefonicznie, ale był to zaledwie epizod. Powiedziałam "Część" na co poprosił"Powiedz "do widzenia". Powiedziałam. "Kup se trąbkę do pierdzenia!" wrzasnął i tyle go było. Czy to jest tzw. wychowanie podwórkowe?
    Jakoś i tak tęsknię:)
    I ja pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam teksty Rocha ;)
    I wcale nie chcę czytać o prawnikach i oszustach...
    Wolę, zdecydowanie, o podrózach, ścieżkach, pławieniu koni (szampon Babino - cudo! jakiż to musi być zapach!)
    Troszkę zazdraszczam... schudnięcia i jazdy konnej ;))
    Trzymam kciuki za wielkie - dosłownie, w końcu morświny małe nie są - zamówienie i niech się to przełoży na nową Balenę.
    Aha: ja bym do czołgu za żadne skarby! Oglądamy z Padre odcinki Pancernych i za każdym razem się zarzekam... chyba mam lekką klaustrofobię ;-))
    No jakąś fobię trzeba mieć.
    Ściskam czule i pięknych wakacji jesienią życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Inkwizycjo, jeśli jedyną Twoją fobią ma być lęk przed wejściem do czołgu, to z całego serca i serdecznie życzę, żeby tak pozostało :)
    Wszak pewnie nieczęsto będziesz miała w życiu ten dylemat :)
    I trzymam nieustająco kciuki za Wasz nowy stary dom, lekko i niegroźnie zazdraszczając tego, że macie naokoło tak mało równo...
    Góry, góry...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciechania - TA Ciechania, nie TEN Ciechań! :D Zazdraszczam z serca. Ostatni raz kiedy tamtędy przechodziłem z Konradem, (spaliśmy obok starego PGR) prowadził tamtędy czerwony szlak graniczny. Później, już z Go mijaliśmy dolinę samą granicą. Przeżyłem wówczas, idąc z Konradem jedno z największych wzruszeń mojego życia. Jak wyszliśmy z lasu zrzuciliśmy plecaki i popłakaliśmy się oba ze wzruszenia jak norki. Zamknięcie Ciechani dla ruchu turystycznego i dla wypasu jest jednym z tych skandalicznych przekrętów za które wieszałbym miejskich, niedouczonych "ekologów' na suchych drzewach. To samo co z doliną Rospudy. Otóż w Ciechani chroni się bardzo rzadkie mchy, które nie przetrwają jeżeli będzie wysoka trawa. No i okazało się, że lepiej i bardziej "ekologicznie" jest trawy kosiarkami rotacyjnymi kosić i rzucać na kompost, niż pozwolić miejscowym je wypasać zwierzętami.Ech. Tajemnicą poliszynela jest, że w Ciechani są urządzane regularne safari dla "wtajemniczonych" i "lubianych:".
    Przykro czytać, że Wam też się sypło. W sumie to chyba te morświny nie są najgorsze ze wszystkiego. PZDR.

    OdpowiedzUsuń
  6. Morświny są ekonomicznym wybawieniem.
    Ano sypło się. Trudno. Pocieszam się, że to nie mi św. Piotr u nieba bram paluszkiem pokaże dół i powie "Przykro mi , piętro niżej proszę".
    Ale dlaczego "też?". Jak zechcesz napisz na priv.
    Dzięki za poprawienie mnie z Ciechań na Ciechania. Wiem, że to ONA, ale myślałam, że Ciechań, nie Ciechania. Wstyd normalnie...
    Napisałam tach chyba dlatego, że miejscowi mówią "Jadę na Ciechań", ale tu może w grę wchodzić gwara, a nie poprawna wersja.
    Niestety robienie z Beskidu przez ekologów i okołoekologów jednego wielkiego martwego rezerwatu bez uwzględnienia obecności ludzi to bolesna prawda. Zakolegowałam się mocno z kilkoma tambylcami i dużo o tym rozmawiamy. Miejscowe samorządy są często skorumpowane albo za słabe, żeby dać temu odpór. Ja jako buntownik ciągle łamię przepisy i już raz mnie z Ciechani wyrzucono (mają tam kamery i Wielki Brat patrzy). Dlatego tak się ucieszyłam kiedy wjechałam tam jak jaka księżniczka ;) Cieszyłam się tym bardziej , że poznałam człowieka, który mieszkał tam kilka lat a od nazwiska jego ojca bacówka nazywa się Wróblówka. Historie opowiedziane z pierwszej ręki spowodowały, że czuje się tam jak u siebie, haha. Fajne to.
    Dobrze, że masz takie wspomnienia z Konradem. To jest chyba najcenniejsze co? Nic i nikt tego nie zabierze ani zmieni.
    Jakby Ci się chciało wyślij mi do niego adres mail, bo gdzieś mi się zapodział.
    Pozdrawiam serdecznie i też do Was zaglądam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ładne ujęcie skał i wody, oraz... potwora, a raczej dwóch :)
    ps.
    korzystając z okazji chciałam zaprosić do mnie na wierszem pisanego filmowego bloga. Obecny tydzień to wątek - Matka nie jedno ma imię. Stąd wszystkie mamy chciałam na niego zaprosić. Pozdrawiam właścicielka bloga.

    OdpowiedzUsuń
  8. Varsemovie, bardzo oryginalny masz blog :)
    W życiu popełniłam tylko dwa wiersze. Pierwszy był miłosny, a jakże, napisany we wczesnym liceum.
    Drugi był o ...ortodoksyjnych Żydach. Wymyślony z nudów podczas przemieszczania się autobusem przez pół Polski. A zainspirowany wcześniej obejrzanym w tv dokumentem, o którym jadąc rozmyślałam. Nigdzie nie zapisany jakby co zniknie razem ze mną, i Poezja na tym nie straci...
    Tak więc wielki szacunek dla Cienie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. jechać "na Ciechań" tak jak jechać "na Ursus" :)
    niestety w Ciechani (tej) nigdy nie byłam, wogóle Bieszczady niesłusznie zapewnie nigdy nie były uwzglednione w naszych planach urlopowych
    wstyd sie przyznać ale nie byłam tez nigdy w Rzeszowie :(
    ale dojrzewamy z rodziną to zmian

    Goska z Warszawy

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo ładny dom, piękna konstrukcja ścian z bali, dachu. Sam mam podobny ocieplany wełną mineralną wraz z montażem i impregnacją drewna. Za niskie koszty zrobiła mi to firma http://relax-dom.pl/, którą bardzo polecam :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. praca w drewnie to bardzo interesujące zadanie i czy to domy czy rzeźby to na pewno warto to robić

    OdpowiedzUsuń