Podjęliśmy decyzję. Sprzedajemy nasz ukochany domek. Serce mi pęka. Gdybym tylko mogła wziąć kredyt. Ale nikt nam nie da, pod żaden zastaw, bo nie mamy stałego zatrudnienia. I musi się to stać-pożegnam się z naszym odratowanym z martwych domkiem. Tu się pojawił Roch, tu przeżyliśmy najwspanialsze chwile, najstraszniejsze też, ale czy mogę narzekać, kiedy wszystko skończyło się dobrze ? I na pewno Magnolia, ze swoim małym ogródkiem , gdzie Roch ma wyjście prosto z pokoju i buduje ciągle swoje światy, pomogła nam bardzo. Niestety na razie pieniądze ze sprzedaży nie mogą być przeznaczone na budowę domu na Łokciu. Łokieć musi poczekać. Mam gryplan kilkuletni, który pozwoli nam, tfu tfu odpukać, na utrzymanie się w Beskidach. Czekam na to już kilkanaście lat, to jeszcze poczekam.
Za te pieniądze zbudujemy dom tu, w Warszawie , na działce, którą odziedziczył mój mąż(granica działki jest granicą Warszawy, 22 km. od centrum, darzbór ;)). I która po 12 latach walki w końcu dostała warunki zabudowy. Do której nie ma drogi (jest na mapie), prądu (trzeba ciągnąć z daleka), gazu i kanalizacji. Ale jest pięknie.
Proszę, trzymajcie kciuki za szybką sprzedaż Magnolii. Kurcze, jak to piszę, czuję się, jakbym zdradzała przyjaciela :( Ten dom serdecznie nas ugościł.
Tu nam ciepło, tu nam wygodnie.
Ojej.
DOPISANE
Ponieważ Lazy napisała, co knuję, i dobrze,( bo ja boje się nawet o tym głośno mówić, a co dopiero wyobrażać sobie, że może się ziścić a tak zostałam trochę oswojona), pokazuję tu, co chcemy kupić w zamian za Magnolię. To leśniczówka , którą hrabia Zamoyski wybudował w 1939 roku dla swego nadleśniczego w Borach Tucholskich. Jest rozłożona i czeka na kogoś niespełna rozumu, np. NAS, kto ją pokocha i zechce spędzić w niej trochę czasu, np. całe życie ;)
Kiedyś prawdopodobnie będzie wynajmowana (stąd pieniądze na życie w Beskidach) ale kurczę, jakbym pokochała to znów ją przeniosę, na Łokcia. Gdzie ja, tam ona. To żart, bo jedne przenosiny to i tak obciążenie dla konstrukcji, znajdę na Łokcia nową :) Mam wielką nadzieję, że nasz dom szybko się sprzeda i to cudo będzie nasze. Ale wiecie, czyją matka bywa nadzieja :( Bywa, nie jest :)
Trzymajcie kciuki za to, żeby ktoś polubił Magnolię i chciał ją mieć. Proooszę.
A to dom.


A tu widać rozbieranie domu, ponumerowane belki.

Tu widać, jaki jest zdrowy. Wszystko równe jak wczoraj budowane. Co innego robactwo. Ale od czego jest chemia ;)

A teraz napiszcie, że jestem niespełna rozumu. Albo co innego napiszcie. Jeszcze dodam, że w tym domu zakochał się także mój pragmatyczny Mąż. To na prawdę musi być COŚ.